Colette

I po seksie

Fragmenty artykułu zamieszczonego w magazynie Kocie sprawy (nr 113 marzec 2012). Całość artykułu pod linkiem:
http://www.kociesprawy.pl/magazyn/poradnik/zdrowie_kota_2/i_po_seksie__barbara_sieradzan_rozmawia_z_dr_n._med._urszula_bartoszuk-bruzzone/?p_157856=5


"O kontrowersjach wokół wczesnej kastracji i sterylizacji z dr n. med. Urszulą Bartoszuk-Bruzzone rozmawia Barbara Sieradzan

Barbara Sieradzan: Jak rozumieć pojęcie „wczesna kastracja"?
Urszula Bartoszuk-Bruzzone: Wczesna kastracja dotyczy zwierząt w wieku od 12 do 15 tygodnia, czyli w trzecim- czwartym miesiącu życia. Różnica między wczesną a późną kastracją nie jest wielka, przyjmuje się, że zabieg w siódmym- ósmym miesiącu życia u kotki jest już późną kastracją. W tym czasie samica może już do stać ruję i wtedy co do potrzeby zabiegu nie ma większych obiekcji.

Myślę, że do kastracji kotów większości opiekunów już namawiać nie trzeba. Natomiast wczesna kastracja nadal budzi emocje.
Już trochę mniejsze niż na początku. Kiedy dziesięć lat te mu proponowałam taki zabieg, zasypywano mnie przykrymi epitetami. Myślę, że jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest porównywanie zwierzęcia do człowieka. A to błąd! Zwierzę kieruje się instynktem, nie ma mowy w jego przypadku o postępowaniu racjonalnym, planowaniu przychówku, itd.


Czy termin „kastracja" dotyczy zarówno osobników płci męskiej, jak i żeńskiej? Często spotykałam się z określeniem „sterylizacja" w przypadku pozbawienia organu rodnego samic.
Kastracja to pozbawienie zwierzęcia, niezależnie od płci, gonad - a więc jąder albo jajników. Rzeczywiście, u kotek to jest najczęściej więcej niż kastracja - to ovario histerectomia, ponieważ usuwane są jajniki razem z macicą.

No właśnie, słyszałam o dwóch „szkołach" - usuwaniu samych jajników lub całego narządu rodnego. Która opcja jest lepsza?
To zależy od przypadku. Jeżeli kastrujemy młodą kotkę, która nie rodziła, jej narząd rodny nie jest zmieniony hormonalnie - można macicy nie usuwać, gdyż zaniknie ona samoistnie. Wtedy usuwa się jedynie jajniki, ewentualnie z kawałkami rogów macicy. Natomiast w przypadku kotki po porodach czy ze zmienioną macicą - należy usunąć cały narząd. Chodzi o to, by pomimo kastracji nie rozwinął się jakiś stan zapalny. Regulacja kociej populacji jest konsekwencją udomowienia ko ta i przeniesienia go w warunki obce dzikiej naturze, czyli do miasta.
Oczywiście. Kastracja ma różne aspekty: moralny, hodowlany i zdrowotny. Moralnym nazwałabym ograniczanie bezdomności, a tym samym pomniejszanie cierpienia. W tym przypadku jakby ważniejsze jest pozbawianie zdolności rozrodczej samców, gdyż w krótkim czasie każdy z nich może się przyczynić do znacznego przyrostu narodzin kociąt. Kto z nas widział takie bezdomne, umierające z powodu chorób zakaźnych i infekcji kocięta, ten wie, o czym mówię.
Aspekt hodowlany to z kolei utrzymanie w obrębie rasy osobników najzdrowszych, najsilniejszych. To kontrolowany rozród w celu uniknięcia wad wrodzonych, spowodowanych często chowem wsobnym. Czyli chodzi o dobrostan tych zwierząt. Dlatego też wielu hodowców sprzedaje kocięta już wykastrowane.

A nie ma w tym postępowaniu, brutalnie rzecz ujmując, podtekstu finansowego, mającego na celu wyeliminowanie konkurencji hodowlanej?
Hodowla to nie rozmnażalnia, nie każdy kot musi się reprodukować. Uczciwy hodowca zatrzyma (bądź sprzeda) najlepsze w typie egzemplarze, a te mniej „reprezentacyjne", choć też zdrowe, rasowe koty trafią do dobrych domów jako koty „na kolankowe", czyli takie do rozpieszczania. Wielu miłośników kotów rasowych wręcz jest zadowolonych, że kupują zwierzęta już wykastrowane; przy tym ich cena jest znacznie niższa - nawet o jedną trzecią - w porównaniu z cenami zwierząt hodowlanych.
Wspomniała Pani o aspekcie zdrowotnym.
Aspekt zdrowotny dotyczy kotek. Wczesna kastracja minimalizuje (w ponad dziewięćdziesięciu procentach) ryzyko powstania nowotworu gruczołu mlekowego. Również kastracja pomiędzy dwunastym a dwudziestym miesiącem życia zmniejsza to ryzyko, ale już jedynie w około pięćdziesięciu procentach. Późniejszy zabieg już praktycznie nie ma wpływu na ryzyko wystąpienia tego schorzenia. (…)"